Na mojej mapie przyjaznych miejsc dla dzieciaka i rodzica na benc.pl pojawił się kolejny znacznik. Niestety miejsca stanowią ograniczoną przestrzeń, dostępną dla zainteresowanego w określonym czasie, toteż z mojej propozycji najprawdopodobniej skorzystają mieszkańcy Warszawy, albo tacy jak ja - imigranci z innych miast, którzy nie wiedzą, gdzie, co i jak.
Będąc rodowitą katowiczanką, śmieszą mnie stwierdzenia, że na Śląsku nie widać powietrza, a Katowice to tylko kopalnie. To właśnie u nas (i w Chorzowie) jest największy w Europie kompleks parkowy, co więcej, mam to szczęście, że mieszkam w najbardziej zielonej dzielnicy, a moje okna wychodzą na park, który jest zadbany i to nawet zimą. Rzeczę: miejsc do spacerów u nas ci dostatek, toteż nie narzekam na brak terenów zielonych.
Problem pojawił się, gdy przyszło mi zamieszkać w Warszawie, na Pradze. Niby jest park, tylko co z tego, że po jednym okrążeniu brak koncepcji na nową ścieżynę. Dlaczego nikt nie jest łaskaw zmieść ten obrzydliwy piach i czemu wszędzie są pływające w błocie psie kupska?
Po jednym takim spacerze postanowiłam przejść się do Zoo, które sąsiaduje parkiem. Jakia miła odmienność - wysprzątane alejki, czyste łąweczki, plac zabaw - abstarhując oczywsiście od zasadniczej funkcji, jaką spełnia zoo.
Nie namyślając się ani chwili, zdcydowałam się wykupić karnet roczny. Teraz i tutaj mamy gdzie iść na spacer, tylko że za wygodę trzeba zapłacić - 100 zł. No ale to przecież “na zwierzaki” :)